Komentarze do artyku³u: Powiedz NIE cenzurze w internecie!
SKORO NIKT NIE CHCE CZYTAĆ
~Jacek placek
2011-06-12 23:26:48
JACKA ANTYWARIATA,
to garść ciekawostek z jego ponad 70-letniego żuciorysu nie zawadzi...
Tytułem wprowadzenia powiem, że ze zrozumiałych, jak się okaże po nieprzeczytaniu, dlaczego zaczynam nie od pierwszej. Na pewno przyzna mi rację pan Moderator, który choćby rzuci na nią przymrużonym okiem z obowiązku, za którym być może mu płacą ?
Rodzinko, jeszcze trzecia opowieść, bo lubię tryptyki, do której wyjściem też jest opublikowana niegdyś fraszka, cytowana z pamięci, z chyba nowym tytułem.
COÅš Z LITERNICTWA
Można za kropkę nad I
z hukiem wylecieć za drzwi.
Otóż ta historia zdarzyła się już współcześnie, ale będzie w niej też odwołanie się do peerelowskiej przeszłości.
Jakieś pięć lat temu czułem się jeszcze na tyle dobrze, że jeździłem dosyć często do śródmieścia Krakowa, tramwajem z przystanku przy ul. Borsuczej. Programowo jeździłem na gapę, protestując w ten sposób przeciw relacji cen biletów do ceny chleba. Bowiem wówczas łączna cena dwóch zniżkowych biletów... tam i z powrotem... równała się cenie chleba wystarczającego mi na trzy dni. Obecnie ta relacja jest jeszcze mniej korzystna.
Tak sobie pojeździłem nieźle, przy sporej dozie szczęścia. Przejeździłem już chyba wartość ewentualnego mandatu w razie przyłapania mnie przez kontrolerów, zwanych nadal jak za PeeReL-u kanarami i nadal podobnie nie lubianych tyle, że działających obecnie przez zaskoczenie w cywilnych łachach, co daje MPK dodatkowe oszczędności na sortach mundurowych. Aż wreszcie stało się coś, co musiało się stać. Do łapało mnie dwóch. Najpierw chcieli od razu pieniędzy. Skłamałem rzecz jasna, że nie mam. Więc wypisali mi tzw. mandat kredytowy, który dawał szansę wcześniejszego odwołania się, z dopiero późniejszą wpłatą w razie nie uznania odwołania. Oczywiście odwołałem się pisemnie.
W piśmie strzeliłem spod dużego palca kilkoma zełganymi argumentami wyjaśniającymi brak biletu oraz jednym argumentem prawdziwym, umieszczonym jako ostatni. Ten ostatni argument mówił o tym, że poczynając od 1953 r., kiedy to zacząłem korzystać z usług tego przewoźnika tylko raz miałem zatarg z krakowskim MPK, który i tak zakończył się dla mnie korzystnie. Zaniosłem to odwołanie osobiście do Dyrekcji MPK bodaj przy ul. Gazowej. Odwołanie było oczywiście kierowane do właściwego dyrektora tej firmy. Złożyłem pismo w sekretariacie, a poznawszy wcześniej nazwisko owego właściwego dyrektora, mówiąc kolokwialnie podesrałem go trochę w sekretariacie, prawiąc pracującym tam panienkom, że jest to mój dobry znajomy z dawnych lat i pewno uzna moje odwołanie. I faktycznie je uznał. Zgodnie z kpa w terminie otrzymałem drogą pocztową pismo, zawiadamiające mnie o uznaniu reklamacji i zobowiązujące mnie do wpłacenia jedynie kilkuzłotowej opłaty manipulacyjnej.
Poza tym w piśmie stało, że dano wiarę mojemu argumentowi wymienionemu odwołaniu na ostatnim miejscu. Równocześnie zagrożono mi, że w razie powtórnej wpadki, MPK nie będzie już miało litości i że mają mnie w komputerze. Teraz mi to wisi, bo już do śródmieścia, ani w inne części Krakowa nie jeżdżę. Obecnie warto jeszcze Wam opowiedzieć o tym konflikcie z MPK w czasach PeeReL-u. Pracowałem już w CLPO, a może to było jeszcze BLPO. Firma, jak nie nazywałaby się, mieściła się już w nowym gmachu przy ul. Zakopiańskiej 9 albo jeszcze w siedzibie tymczasowej w starym budynku magazynu którejś garbarni przy ul. nomen omen Swobody 4. Miałem bilet miesięczny pracowniczy na dwie linie autobusów miejskich, jeden miejski, a drugi t. zw. strefowy, bo w tym czasie mieszkaliśmy z Maryną w jej mieszkaniu służbowym w Węgrzcach za Prądnikiem Czerwonym... w tych samych, w których w swoim czasie dogorywał ożeniony z chłopką St. Wyspiański, gnijący podobno za życia, w związku ze swoją wstydliwą chorobą nabytą za młodu w Paryżu i dlatego zwaną w skrócie francą. Wracając do sprawy warto dodać, że mieszkałem w tym mieszkaniu na dziko. Zameldowany na pobyt stały byłem u Mamy na Solskiego 26 i tylko taki wpis miałem w dowodzie osobistym. O meldunek na pobyt czasowy nie zadbałem i w zasadzie wspomniany bilet mi nie przysługiwał. W tamtych latach Kraków był miastem zamkniętym dla przybyszów z innych terenów Polski. Dochodziło nawet do takich oto paradoksów. Osoba przybyła spoza granic administracyjnych miasta nie mogła podjąć stałej pracy w żadnym zakładzie, bo nie miała stałego zameldowania, a z kolei nie mogła uzyskać stałego zameldowania, bo nie była w stanie przedstawić zaświadczenia o stałym zatrudnieniu w którymś z krakowskich zakładów pracy. Zamknięcie Krakowa było jednak w tamte lata koniecznością. Należy bowiem pamiętać, że wcześniej, w związku z budową Nowej Huty ściągnięto z zacofanych polskich wsi istniejącą tam nadwyżkę siły roboczej. Wybudowano nawet dla niej całą nową dzielnicę miasta o nazwie Nowa Huta. Ponieważ Kraków, w porównaniu ze stanem przedwojennym, podwoił liczbę mieszkańców, osiągając ówczesny próg urbanizacyjny, władzom nie pozostało nic innego, jak na czas nieokreślony zamknąć miasto w osiągniętych granicach administracyjnych. Oprócz meldunków na pobyt stały, istniały również meldunki na pobyt okresowy i pobyt czasowy. Dokładnej różnicy pomiędzy tymi meldunkami już nie pomnę. Wracając do rzeczy ktoś, kto wyjechał na pewien czas z Krakowa i zadbał o któryś z wymienionych meldunków w nowym miejscu pobytu, nie tracił stałego zameldowania w Krakowie. O taki właśnie meldunek, bodaj na pobyt czasowy, który winien być co roku przedłużany nie zadbałem.
I oto pewnego razu wracając z pracy, już tym autobusem strefowym linii 217 nadziałem się na kanarzycę. Ponieważ zaś każdą taką kontrolę uznawałem za zamach na moją wolność osobistą, więc wręczając jej mój bilet miesięczny, wycedziłem przez zęby: Mogłaby się Pani zająć jakąś lepszą pracą... Tak więc na własne życzenie babę rozsierdziłem. Zażądała okazania dowodu osobistego, a tam meldunku w Węgrzcach nie było. I wpadka. Spisała mnie i zatrzymała mój bilet do wyjaśnienia. Miałem w określonym terminie sprawę wyjaśnić w kanciapie MPK, która podobnie jak wspomniana Wam już kanciapa milicyjna, również mieściła się w tym narożnym budynku, przy zbiegu ul. Bohaterów Stalingradu i ul. Waryńskiego. I narobiłem sobie tylko tyle, że musiałem ganiać z Węgrzc do pobliskich Zielonek, w których mieścił się Urząd Gminy, uzyskać tam wpis do dowodu określonego zameldowania, by wreszcie zaiwaniać jak jakiś durny Iwan z tym dowodem do kanciapy MPK, i tam w końcu odzyskać swój zatrzymany bilet. I tyle. A Babcia Kazia w mojej młodości zwykła była mawiać, że z wielką dupą wszędzie się zmieścisz, a z wielkim pyskiem nigdzie. Tę jej cenną życiową maksymę przypomniałem sobie jednak dopiero post factum. Zacytowana na wstępie fraszka łączy się z opowieścią o tyle, że nadal uważam, że owa kanarzyca mogła była wziąć się za jakąś inną pracę. I to jest ta kropka nad I.
Teraz zamilknÄ™ na dÅ‚uższy czas. Jacek          Â
P.S. Pewien ważny szczegół mi uciekł. Otóż, przyglądnąłem się w poczekalni Dyrekcji MPK sporej grupce bidnych emerytów i studentów, którzy próbowali ustnie z marnym skutkiem usprawiedliwić brak ważnego biletu przejazdu przed jakimś pod chujaszczym, wyznaczonym przez właściwego dyrektora do ich spławiania, co też on ochoczo czynił. Podczas mojego specjalnie dłuższego pobytu w tej poczekalni spławionych zostało co najmniej dwadzieścia kilka ofiar zawyżonych cen biletów MPK.
Tymczasem w tym Peerelu, co nie był żadną KOMUNĄ, jak bezprawnie indoktrynuje na CHAMA obecna prosragranda durnowatą młodzież nauczaną w szkołach po osratnich reformach SZKODNICTWA, bilety na środki komunikacji MPK były tanie mawet na uczniowska i emerycją kieszeń, zaś niżej PO d PiS dany, jako działacz zakładowego związku zawodowego rzekomo REŻIMOWEGO... daj Wolandzie tym obecnym dupkom związkowym takiej skuteczności w działaniu, jaką miał związek w CLPO, jeśli komuś chciał ciś załatwić i odpowiednio podszedł dyrektora tej zacnej skądinąd Firmy... otóż ów działacz miał przysługujący mu cały bloczek biletów służbowych MPK...
Przy okazji wyszło jeszcze raz, że w tej wyjątkowo zbiurokratyzowanej III RP, przy której biurokracja peerel-owska to było małe piwo, tylko szczwana pisanina może dać pozytywne efekty dla piszącego.
I to już faktycznie wszystko przed dłuższą przerwą w emaliowaniu Jacek.
Jacek placek
Wydawca portalu HOTNEWS.pl nie ponosi odpowiedzialno¶ci za tre¶ci zamieszczane przez u¿ytkowników tej¿e strony. Osoby zamieszczaj±ce wypowiedzi naruszaj±ce prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mog± ponie¶æ z tego tytu³u odpowiedzialno¶æ karn± lub cywiln±.
